Zaznacz stronę

Ubud, Bali, Indonezja. Tu mieszkałem przez półtora roku.

Przyleciałem tu w styczniu 2014 roku, pierwsze trzy miesiące mieszkałem w hotelu. Potem przeprowadziłem się do pierwszego domu bez basenu. Potem w końcu do domu z basenem. Teraz czas na wyprowadzke z Ubud i do Seminyak. I w nowym miejsciu mieszkam teraz od ok 2 tygodni.

Zdaję sobie sprawę z tego, że mało kto wie co to jest Ubud albo co to jest Seminyak. Zacznijmy od Ubud.

Jest to miejscowość w centralnej części wyspy, fajne i ciche małe miasteczko w którym czasem coś się dzieje, ale zwykle nie są to jakieś wielkie festiwale czy koncerty. Ba nie ma tu nawet jednego klubu nocnego. Życie kręci się tu bardziej dla nawiedzonych vegan, vegetarian, hipisów i ludzi, którzy próbują Ci na każdym kroku wmówić, że yoga, odmieniła ich życie i Twoje też może odmienić.

Na szczęście, podchodzę z dystansem do wszelakiej hipisowni, coby nie użyć gorszej frazy, i nie nawiedziło mnie jeszcze aby się rozciągać na macie, podgryzając marchew przy tym żałując, że w ogóle istnieję, bo moja egzystencja niszczy matkę ziemię.

Zacząłem, relatywnie niedawno, biegać. Mieszkając w Ubud i tak wstawałem rano ok 6, lub wcześniej, żeby pobiegać w jednym z bardziej malowniczych miejsc. Widoki przepiękne, droga spoko, ale ciągłe góra – dół niszczą kolana tak bardzo.

Pola ryżowe o wschodzie słońca w okolicy Ubud.

Pola ryżowe o wschodzie słońca w okolicy Ubud.

Każdorazowo wypad na plażę wiązał się ze swego rodzaju wyprawą, bo do najbliższej plaży, która miała sens, jedzie się ok 45min na motocyklu. Ponad godzinę samochodem. Ale, z drugiej strony Ubud, to jedna z najlepszych ‚baz wypadowych’ jeżeli chodzi o zwiedzanie całej wyspy. Ma swoje centralne położeniei wszędzie jest tak samo daleko. Z Ubud na skrajny wschodni koniec wyspy dostałem się motocyklem w ciut mniej niż 2 godziny. Samochodem jedzie się około 3 godzin jak nie lepiej, ale to zależy jeszcze od tego czy:

  • nie przewróciło się drzewo na drogę
  • będzie wypadek i zablokuje drogę
  • ziemia się nie osunęła i nie zawaliła lub nie zmiotła drogi
  • pogody

Dlatego jednośladem (z silnikiem) zawsze jest szybciej niż autem, a i z parkingiem łatwiej.

No ale dobra, Ubud, ten… no… eee… wiocha, no, co tu dużo pisać. Ale całkiem przyjemna jak się szuka cichego i spokojnego życia. Jak sie chce człowiek wyszaleć i poimprezować to tak bardzo trzeba jechać do Seminyak, Legian itd. Które są na zachodniej części Denpasar. Niby osobne są od miasta, ale dla mnie to po prostu dzielnice Denpasar.

Ahhh Seminyak, w końcu. Imprezy, kluby, zachody słońca na plaży i takie tam. Mieszkanie 1 minutę od plaży, no dobra, 3 minuty jak są korki. Jest genialne, rano człowiek może sobie wstać o 6, wypić kawę, pójść pobiegać na plaży double six.

Wschód słońca na double six.

Wschód słońca na plaży double six widok na wodę i księżyc w środku jeszcze widać.

Wschód słońca na double six od lądu.

Wschód słońca na double six od lądu.

Aż się chce wstawać z tego rana i jechać na plażę, no co? Mimo, że jest tak blisko to pojadę, lubię jeździć na moto. Porozciągać się, biegać, na plaży ludze spacerują, biegają, surfują itd.

Foto tuż po zrobieniu 5km.

Foto tuż po zrobieniu 5km.

Tak, to lubię.

Teraz w każdej chwili i każdego dnia mogę sobie po prostu wstać, i pojechać na plażę na zachód słońca. Znalazłem już kilka ulubionych beach barów, knajp, i po prostu cichszych odcinków plaży, które nie są zawalone ludźmi. Choć spodziewałem się więcej turystów.

Zachód słońca na plaży double six.

Zachód słońca na plaży double six.

Z jednej strony ludzie z którymi rozmawiam i którym opowiadam jak to życie tu płynie mówią:

o, wieczne wakacje.

A prawda jest taka, że w tygodniu to człowiek wstaje i swoje w robocie musi zrobić. Niektóre weekendy też pracuję. Mam o tyle szczęścia, że mogę pracować gdzie chcę. Teraz nic mnie nie powstrzymuje przed tym, żeby jechać z rana na śniadanie do jakiejś kawiarni przy plaży i posiedzieć sobie tam kilka godzin z widokiem na Morze Balijskie, w sumie jak dla mnie to wszystko i tak jeden wielki Ocean Spokojny, ale niech sobie to kategoryzują jak chcą.

Work.

Work.

Potem po ciężkim dniu pracy można właśnie pójść, pojechać do The Champlung, Potato Head, Ku De Ta, Mozaic czy cocoon

Jest to kilka z miejsc, gdzie faktycznie lubię pójść i pochilować. Ostatnimi czasy wygrywa jednak The Champlung, jest bezpośrednio na plaży, jest bardziej luźny niż pozostałe z w/w zestawienia. Ot zwykła knajpa na plaży gdzie na beanbagach można sobie posiedzieć przy zachodzie słońca i muzyce na żywo.

Cocoon ma to do siebie, że jakość obsługi jest na takim poziomie jakiego nigdzie indziej nie doświadczyłem. Ja rozumiem jeszcze, że gdy rozmawiam z przyjacielem, i gestykulujemy dość żywiołowo w rozmowie, kelner zrozumiał to jako znak że czegoś potrzebujemy i przybiegł. Nie przyszedł. Przybiegł do nas.

Żeby w drodze do toalety drzwi otwierać, ok, jeszcze czaje. Ale w toalecie jest osobny ziom do otwierania drzwi i podnoszenia deski klozetowej. Mało tego, jak się skończy robić swoje to podaje mydło… Ale jak… bierze na rękę swoją i wyciera delikatnie o Twoją dłoń, żebyś przypadkiem się nie zmęczył robiąc to sam. Potem daje ręczniki papierowe, wszystko wyciera do sucha na bieżąco i jest przy tym tak uprzejmy, i uśmiechnięty jakby to był dla niego największy zaszczyt na świecie.

Tego w Ubud nie uraczysz. Tam jest za spokojnie, wszystko jest zamykane ok godziny 22, a to co jest otwarte to 2 knajpy na krzyż. Max zamykają je o 2 nad ranem.

Tak, Ubud był super. Ale nie na stałe. Seminyak… jestem tu 2 tygodnie, a kocham Cię miłością szczerą i prawdziwą… już dałeś mi tak wiele…