Zaznacz stronę

Mają swoje łodzie, stare majestatyczne masztowce, armaty, szable; na domiar złego mordy pocharatane o koralowce i kamienie, że o pięściach nie wspomnę, zęby powybijane przez lata bójek i złą dietę. I co najważniejsze – straszliwy upór.

Nie no, dobra, jaja sobie robię. Nawet somalijscy piracy mają łodzie (pontony) napędzane silnikami i kałachy. Zresztą, znając już całkiem nieźle mieszkańców Bali jakoś nie widzę ich w roli ludzi plądrujących, zabijających czy gwałcących. Rozpaczają nad tym, że przypadkowo potrącili autem kota na drodze (mało tego – boją się, że duch tego zwierzaka będzie ich nawiedzał), więc obraz stereotypowego pirata w ich wydaniu nie trzyma się kupy.

Półki z filmami i serialami.

Półki z filmami i serialami.

Nie zmienia to faktu, że piracą na potęgę w bardziej współczesny sposób. Coś na zasadzie bazarów z grami, gdzie powykładane są ponagrywane płyty CD, DVD z muzyką i filmami. Przy drodze do plaży Double Six w co drugim sklepie z okularami, koszulkami i pierdołami dla turystów można zobaczyć stojaki powykładane filmami i serialami na płytach.

Foto z google street view. Link jak klikniesz w foto.

Foto z google street view. Link jak klikniesz w foto.

A gdzie gry? Co z grami? Przecież muszą być też gry!

Powiem szczerze, że gier pirackich powykładanych w ten sposób jeszcze nie widziałem. Dlaczego? Pewnie dlatego, że choć wielu ludzi stać na jakiś telewizor (CRT, duuużo jest tu CRTków) i odtwarzacz DVD, to mało kto może sobie pozwolić na luksus posiadania komputera czy konsoli do gier. Jeśli jednak ktoś ma tego typu sprzęt, to razem z oryginalnymi grami.

Półki z filmami i serialami.

Półki z filmami i serialami.

Pomyślisz sobie:

No bez sensu, po co kupować, skoro można ściągnąć z internetu.

No, można. Ale wracając do tego, co napisałem wyżej – niewielu ludzi ma komputer, jeszcze mniej osób ma komputer, na którym da się grać w cokolwiek po roku 2010, a jeszcze mniej ma w domu dostęp do internetu, który jest cholernie drogi w porównaniu do tego, co jest dostępne w Polsce.

Jak drogi? Może być, no bez przesady. Wiem, że bieda, ale kurwa. Jak to tak, bez internetu?

Jak się pierze w rzece, myje w rzece i sra do rzeki to ostatnie o czym myślisz to marnowanie czasu i pieniędzy przed komputerem.

Ale skoro już rozmawiamy o cenach, to w Szczecinie za niecałe 100 PLN miesięcznie można mieć łącze do 250mbps. Na Bali natomiast za łącze o prędkości do 5mbps trzeba płacić czasem ponad 5,000,000 IDR czyli około 1350 PLN miesięcznie. Tysiąc trzysta pięćdziesiąt złotych za PIĘĆ-kurwa-ja-pierdole-mega internetu. Nie wierzysz? Oferta jednego z providerów jest tu.

Do ceny podanej trzeba jeszcze doliczyć 10% podatku.

Do ceny podanej trzeba jeszcze doliczyć 10% podatku.

Na szczęście powoli się to zmienia i ceny spadają. Wchodzą inni dostawcy z rewolucyjnymi ofertami, np. do 6mbps za jedyne 2,500,000 IDR miesięcznie plus koszty podłączenia 3,000,000 IDR. Jednak pod względem stosunku cena/prędkość do Polski jeszcze daleko. Bardzo daleko.

Dlatego w coworkach takich jak hubud (z którego korzystałem przed ponad rok) żeby oszczędzać ten nędzny internet i łącza, które tam mają, postawili na swoim wewnętrznym serwerze bibliotekę spiraconych filmów, seriali, ebooków i nawet niektórych programów (sic!). Wszystko ładnie oparte o PLEX.

Torrenty można ściągać w hubudzie tylko w godzinach nocnych jak jest mało ludzi, żeby nie zapychać łącza. Nawet wtedy maksymalna prędkość torrentów jaką widziałem to ~1,5Mbps. Makabra.

Mało kogo dziwi ta biblioteka pełna spiraconych filmów i seriali, bo żeby ściągnąć jakiś film trzeba się sporo naczekać. Dlatego ludzie zwykle przyjmują to pozytywnie, bo mimo, że płacą za serwisy streamingowe czy po prostu TV w kraju, z którego pochodzą, to tu obie opcje są niedostępne i jakoś muszą sobie radzić.

Galeria spiracenia jest prezentowana co czwartek na ‚new members orientation’. To takie małe spotkanie z nowymi członkami coworka, gdzie opisuje sie zwyczaje tam panujące – co można, czego nie można itd. Pamiętam, że gdy na jednym z takich spotkań doszło do prezentacji tego, co mają u siebie na serwerach jedna kobieta rzuciła coś w stylu:

To jest niemoralne! Tak nie można! Jestem członkinią RIAA. Co to w ogóle ma być?! Przecież to jest złodziejstwo!

Nie zwróciłbym na to uwagi, bo byłem skupiony na pracy, gdyby nie fakt, że wstała i zaczęła robić wielką aferę. Odsunąłem trochę słuchawki, żeby się dowiedzieć o co chodzi. Po krótkiej wymianie zdań z pracownikiem hubuda, który prowadził spotkanie, wstała cała oburzona i wyszła. Z tego co wiem, próbowała nawet przekonać właścicieli hubuda do zaprzestania swojej kryminalnej działalności, ale jako że tu jest Indonezja, to biblioteka nadal działa i ma się dobrze.

Problem piractwa w krajach takich jak Indonezja, czy, daleko nie patrząc, Polska, bierze się z tego, że ludzie nie mogą w wielu wypadkach obejrzeć danego filmu w sposób legalny ze względu na ograniczoną dostępność tytułów. Nie będę się zagłębiał w powody takiego stanu rzeczy, bo o tym można by pisać i doktoraty z prawa, biznesu, ekonomii itd.

I nawet nie chodzi o to, że trzeba poczekać miesiąc dłużej zanim dany film wejdzie do kin. Po prostu nie wszystkie filmy wchodzą do kin. A wtedy witaj Zatoko, arrr!

Wpis edytowany dzięki uprzejmości @feelbeats