Zaznacz stronę

Odkąd na początku roku zacząłem biegać, uregulował mi się cykl dnia i nocy. Nie przesiaduję już do drugiej czy trzeciej nad ranem. Miało to swoje uroki, ale zwykle wiązało się z siedzeniem przy kompie do godzin późnych. Bez sensu.

Zwykle w poniedziałki, środy i piątki wstaję ok 6 rano, czasem chwilę przed. Jak mnie najdzie wena to wstanę i ok 5tej rano. Tylko po to, żeby pójść biegać. Czy to, gdy jeszcze mieszkałem w Ubud, na drogę otoczoną polami ryżowymi i z widokami na wulkany, czy teraz w Seminyak na plażę.

Bieganie podczas, czy zaraz przed, wschodem słońca jest jakością samą w sobie. Ale o tym zaraz. Tak, myślałem tak samo jak wiele osób:

Ja pierdolę, bieganie? No chyba nie! Zmęczy się człowiek tylko i do tego jest to nudne w cholere.

Ale, że co? Wstawać o 6 rano tylko po to, żeby biegać? Zapomnij!

Z racji tego, że mieszkam niemalże na równiku to słońce dzień w dzień wschodzi ok 6 rano i zachodzi chwile po 18. Gdy wstaje się późno i kładzie późno to traci się godziny słońca. I człowiek siedzi w ciemnościach cały czas. Bez sensu. A wstając rano ma się okazję zobaczyć wiele.

Inwazja Krabów!

Inwazja Krabów!

Jak nie wspaniałe widoki, rześkie poranne powietrze, wschody słońca nad polami ryżowymi, oceanem itd. Z rana też nie ma tylu ludzi na plaży poza kilkoma zapaleńcami, którzy też biegają. Może kilku surferów łapie fale. Słuchawki w uszy, muza leci i przebieranie nogami samo idzie.

Już pisałem i wrzucałem zdjęcia z Ubud. Ale dobra, bo znowu offtopic. Do rzeczy. Podczas dzisiejszego biegu zauważyłem, że w ujściu jednej z małych rzek coś się gromadzi. Podszedłem bliżej, a tam miliony małych krabów! Można było je garściami wybierać. I tak też zrobiłem.

Wulkany widziałem, wschody słońca są na porządku dziennym. Dziś do listy dopisuję miliony małych krabów.

Taka mała rzecz, a cieszy. I kolejna rzecz na liście motywacji, żeby wstawać rano i iść biegać na plaży.