Zaznacz stronę

Ostatnio spotkałem się na Bali z kilkoma Polakami. Przylecieli na wakacje, siedziemy sobie w cocoonie. Pijemy drinka i rozmawiamy. Opowiadają co już zobaczyli, jak im się tu pomieszkuje, co ich dziwi, zaskakuje, co się podoba, a co nie. Oni na co dzień mieszkają w Polsce, pory roku, nieustanne zmiany pogody i cała garderoba ubrań aby jakoś się dostosować do warunków atmosferycznych.

Oczywiście pytają się co tu robię, jak pracuję itd. I już się zastanawiają nad tym jak tu załatwić sobie pracę zdalną. Cały rok pracują, a potem podróżują, urlopują i odpoczywają od szarej codzienności. Nie oni jedyni bo to samo robią ludzie w większości miejsc na świecie.

Rozmawiamy i w pewnym momencie pytają się o moje plany na urlop. No to mówię, że w sumie nie jest to tak, że muszę mieć wakacje. Że czuję potrzebę pojechania gdzieś, żeby wypocząć, naładować metaforyczne baterie, bym mógł mieć siłę do pracy przez kolejne miesiące. Pracuję sobie od poniedziałku do piątku, czasem jak czuję, że jest potrzeba to sobie podziałam coś w weekendy, ale nie ma na to żadnego parcia.

Pracuję swoje 8h dziennie od 9 rano do 17. Czasem z domu siedząc przy basenie. Czasem z jednej z kilku moich ulubionych kawiarni. Piękno mieszkania w tropikalnym raju gdzie mam 800m do plaży (1min na motocyklu, 3min jak są korki) jest takie, że dzień w dzień mogę iść popatrzeć na zachód słońca na tej czy innej plaży. Iść na imprezę, drinka, pójść pobiegać albo wsiąść na motocykl i jechać sobie gdzieś na klif i z tego klifu podziwiać zachód słońca.

A ja mówię tylko o środku tygodnia. W weekendy są to albo wycieczki motocyklowe, albo spotkania z przyjaciółmi, wyjścia do klubów i masa innych rzeczy, o których nawet już nie pamiętam. Czasem mam też po prostu ochotę siedzieć w domu i grać na xboxie. Po prostu, po ludzku ‚popiwniczyć’, posiedzieć w samych gaciach i cieszyć się z tego, że z nikim nie muszę za bardzo wchodzić w interakcje.

Jak to mój przyjaciel podsumował:

Cały czas człowiek siedzi w koszulkach, krótkich spodenkach i japonkach. Jak mogę założyć prawdziwe buty, długie spodnie, koszulę i pójść gdzieś gdzie jest dresscode to czuję, że odpoczywam.

Taka prawda.

Dzięki temu, że mieszkam gdzie mieszkam, mam pracę, którą uwielbiam i którą mogę robić z jakiegokolwiek miejsca na świecie, bylebym miał internet, nie mam potrzeby ‚wakacji’. Wakacje mam co weekend i tu nie ma co przebierać w słowach. Dlatego właśnie większość urlopu poświęcam na to, żeby spędzić ten czas z rodziną, przyjaciółmi i znajomymi w Polsce.

Za niecałe trzy tygodnie lecę do Polski. Nie było mnie w kraju rok. Czas ten zleciał bardzo szybko. Nie wiem nawet kiedy. To jest właśnie kolejna rzecz, do której trzeba się przyzwyczaić. Bo ten brak pór roku i dzień w dzień ta sama pogoda sprawiają, że zdajesz sobie sprawę, z upływu czasu jak rodzina w rozmowie stwierdza, że w sumie to niedługo święto zmarłych i idą znicze zapalić.

Urlop sobie spędzę w rodzinnym gronie, przy choince.